Kultura w Poznaniu

Książki

opublikowano:

Manifest histerii sztuki

Czarny kwadrat na białym tle Kazimierza Malewicza? - "Przecież każdy może to namalować!" Sztuka współczesna? - "Tego się nie da zrozumieć!" Popołudnie spędzone w muzeum? - "Mam ciekawsze rzeczy do roboty, poza tym i tak nie wiem o co chodzi w malarstwie historycznym". Te i inne frazesy często towarzyszą dyskusjom o sztuce. Choć nie jest już tak ekskluzywna jak kilkaset lat temu i śmiało wchodzi do świata mainstreamu, wciąż jest tematem budzącym kontrowersje. Niektórzy twierdzą, że w obliczu sztuki nie czują się komfortowo, bo nie mają wystarczających narzędzi do tego, by ją zrozumieć. Nic bardziej mylnego!

Dwie kobiety siedzą przy małym stoliku. Za nimi półki pełne książek. - grafika artykułu
Od lewej: Agnieszka Jankowiak-Maik i Sonia Kisza, fot. materiały organizatorów

1 lutego gościem księgarni Bookowski w CK Zamek była Sonia Kisza, historyczka sztuki z Instagrama, a przedmiotem rozmowy z nią - jej najnowsza książka Histeria sztuki. Spotkanie prowadziła historyczka Agnieszka Jankowiak-Maik (instagramowa Babka od histy). Okazuje się, że wcale nie trzeba przebywać w gronie akademickim, by móc utożsamiać się z dziełami sztuki, co więcej - nie zawsze musimy nawet wiedzieć, co autor lub autorka mieli na myśli. Do muzeum możemy wybrać się w klapkach i nie popełnimy faux pas, gdy wybuchniemy śmiechem w galerii sztuki średniowiecznej.

Instagramowa "histeria sztuki" to pomysł jeszcze z czasów studenckich. Autorka profilu, zapytana o to jak to się wszystko zaczęło, opowiadała, że na studiach wyjechała na Erasmusa do Włoch i naturalnie dużą część czasu spędzała w muzeach, fotografując ciekawsze czy śmieszniejsze okazy sztuki. Te fotograficzne kolekcje prezentowała swoim znajomym, aż ktoś z nich zasugerował, by wrzuciła je do sieci w taki sposób, by można było je udostępniać dalej. Aktualnie Histerię sztuki na Instagramie obserwuje niemal 67 tysięcy osób. Na profilu znaleźć można głównie memy z mniej lub bardziej znanymi dziełami sztuki. Niech jednak nie zwiedzie Was ta otoczka, bowiem profil Kiszy to słodko-gorzki komentarz do rzeczywistości i nie brakuje tam treści zaangażowanych - w końcu autorka propaguje histeryczną historię sztuki.

Krzyk o wolność

O swoim profilu sama Sonia Kisza mówi, że to krzyk o wolność. Kulturowo słowo "histeria" od zawsze związane było z kobietami. W starożytnej medycynie uważano, że objawami histerii są wybuchy emocji, zawroty głowy czy omdlenia. Według starożytnych Egipcjan histeria była związana z wędrującą macicą - wierzyli, że organ może się przemieszczać i powodować różne dolegliwości (np. kiedy macica znajdowała się w okolicy serca, dana kobieta cierpiała na duszności). Przez długi czas histerię wiązano z pożądaniem seksualnym - przez moment wierzono nawet, że histeria może być skutkiem współżycia kobiet z diabłem. Lata mijały, a stereotypowy obraz histerii nie zmieniał się, wręcz przeciwnie. Jeszcze w XX wieku wierzono, że kobiety, które nie mają partnerów są "gorsze" i "ułomne". Do tej teorii swoją cegiełkę dołożył Zygmunt Freud, który histerię postrzegał w kategoriach defektu tożsamości seksualnej kobiety.

Kisza powtarza za Luce Irigaray, że "histeria to język kobiet, których seksualność była represjonowana przez patriarchat. Jest reakcją na ucisk wywołany przez przedmiotowe traktowanie i buntem tego ucisku. Dodaje też, że we współczesnym świecie, który nie jest binarny, histerię możemy intepretować jako "ogólną odpowiedź na opresyjny świat patriarchatu", ale też jako "siłę napędzającą świat do zmian."

Historyczka sztuki nie tylko krytykuje współczesne heteroseksualne normy, ale pokazuje także, że setki lat temu świat również nie był czarno-biały. Rozmowa w CK Zamek była zaledwie namiastką tego, co możemy znaleźć w książce, a nie brakowało w niej kontrowersyjnych tematów. Jednym z nich była historia o Jezusie, który był... kobietą. Kisza opowiadała między innymi o Świętej Wilgefortis, która nie chciała poślubić żadnego mężczyzny, ponieważ uważała, że jej jedynym oblubieńcem jest Jezus Chrystus. Wilgefortis została zmuszona do ślubu przez swojego ojca, była też przez niego torturowana - modliła się wówczas, by nikt jej nie zgwałcił. Wskutek gorliwych modlitw wyrosła jej broda, która miała odstraszyć potencjalnych oprawców. Takich historii było wiele - we wczesnośredniowiecznej ikonografii możemy znaleźć charakterystyczne, "damskie" wizerunki Chrystusa.

Obraz nieznanej malarki

Jankowiak-Maik podczas rozmowy zwróciła uwagę, że Kisza w książce, podpisując reprodukcje dzieł sztuki, nie ogranicza się do znanego nam sformułowania "anonimowy malarz", ale rozbudowuje je o frazę "anonimowa malarka". To mała-wielka zmiana, która uświadamia nam, czym w istocie jest patriarchalny porządek. Autorka, opowiadając o systemowych ograniczeniach, z którymi musiały zmagać się niegdyś kobiety, przywołała słowa Virginii Woolf, która mówiła, że "przez większą część historii, anonim był kobietą". Powołała się także na jeden z najważniejszych esejów w historii sztuki, mianowicie Dlaczego nie było wielkich artystek? Lindy Nochlin. Przypomniała, że kobiety nie mogły studiować sztuk pięknych na akademii, a w późniejszym czasie nie pozwalano im malować aktów. Często jedyną okazją do nauki rzemiosła były uwarunkowania rodzinne, czyli obecność mężczyzny (ojca, brata, męża), który był artystą.

Szybkie korepetycje z czytania obrazów

Na pytanie "Dla kogo jest Twoja książka?", Kisza odpowiedziała, że dla wszystkich. I to prawda. To pozycja idealna dla osób dopiero wkraczających w świat sztuki, ale i dla tych, którzy przebywają w nim już od dawna i sprawnie poruszają się po jego zakamarkach. To także propozycja dla osób wątpiących i krytycznych, mówiących "sztuka nie jest dla mnie", ale niewiedzących do końca dlaczego. Historyczka sztuki, podążając za znanym cytatem ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów, pisze; "Kiedy oglądacie dzieło sztuki, nie bierzcie pod uwagę tylko tego, co pokazuje artysta lub artystka, weźcie pod uwagę również to, co myślicie wy. Musicie starać się odnaleźć własny głos." Przytacza także konkretne pytania, które mogą pomóc w obcowaniu ze sztuką, np. "Czy dzieło nawiązuje do jakiejś historii, którą znam? Może kojarzy mi się z filmem, książką, muzyką?", "Jakie emocje we mnie wywołuje? W której części ciała czuję te emocje?", "Co najbardziej rzuca się w oczy na tym obrazie?"

Więcej pytań "pomocnicznych" można znaleźć w książce. Znajduje się tam także Manifest histeryczek i histeryków, który z jednej strony przewrotnie nawiązuje do historii sztuki i ruchów awangardowych (manifesty były fundamentem wyznaczającym ramy działania ruchu), z drugiej zaś normalizuje obcowanie ze sztuką jako sposób na spędzanie wolnego czasu, nawiązywanie kontaktu z wewnętrznym "ja" czy nawet poprawę humoru. Rozmowa w Bookowskim była przepełniona historyczno-sztucznymi ciekawostkami, nieoczywistymi historiami. Była lekka, ale zarazem gorzka. Taka też jest książka Sonii Kiszy - to opowieść nie tylko o historii sztuki, ale przede wszystkim o nas.

Klaudia Strzyżewska

  • Spotkanie z Sonią Kiszą wokół książki Histeria sztuki
  • Księgarnia Bookowski
  • 1.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2024